SINGAPORE

Gardens by the Bay, photo credit: Karolina Rutkowska

Singapur, państwo-miasto położone w pobliżu południowego krańca Półwyspu Malajskiego. Jego nazwa pochodzi od dwóch sankryckich słów: simha (lew) i pura (miasto), stąd niekiedy stosowana nazwa Miasto Lwa.

gdzieś w Singapurze, jednorożcowe Lamborghini, photo credit: Karolina Rutkowska

Poniżej możecie zobaczyć słynny Garden by the Bay w dzień oraz podczas nocnego pokazu świateł. Jest to naprawdę niezwykłe miejsce, po wejściu na mostek pomiędzy „drzewami” ujrzymy panoramę nadbrzeżnej części Singapuru. Ogród otwarty jest do podziwiania zarówno w dzień, jak i w nocy, gdzie dodatkowo zostanie zaprezentowany pokaz świateł, któremu towarzyszy akompaniament muzyczny. Osobiście leżeliśmy wraz z familią plackiem na ogromnym połacie trawy, skąd idealnie widać wszystkie atrakcje wieczoru, coś pięknego!

Orchid Garden, Singapore, photo credit: Karolina Rutkowska

Kolejnym miejscem na liście zwiedzania był Orchid Garden, w którym kryją się niezliczone gatunki orchidei. Całe miejsce poświęcone jest tym pięknym kwiatom, przyznam, że nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, jak wiele odmian istnieje. Przyjemny spacer trwa około 2 godzin, ku naszemu zaskoczeniu w ogrodzie znajduje się również pomnik Fryderyka Chopina, zaraz obok amfiteatru.

Teraz zupełnie z innej beczki, poświęćmy chwilę na przepysznego jedzenia ulicznego. Ogromnie polecam udawać się niekoniecznie tam, gdzie jest ładne wnętrze, o wiele lepsze smakowo (i oczywiście cenowo) będą lokalne knajpki, gdzie możemy spotkać samych Singapurczyków.

Idąc od lewego górnego rogu – galaretka do picia, w tle mięso w niezidentyfikowanym (ale pysznym), lekko ostrym sosie, kolejne zdjęcie to najlepsza przekąska, jaką w życiu jadłam – pieczony korzeń lotosu z fasolką, rewelacja! Gdybym mogła, jadłabym to codziennie. Niżej mamy już niestety szczątki po krabie i innych langustach (za tym osobiście nie tęsknię), obok po prawej zamówiliśmy dokładnie to samo, co lokalna rodzina na śniadanie przy stole obok, nikt nie żałował. Pierożki na parze z mięsem, warzywami i krewetkami, coś a’la gołąbki w liściach, sajgonki warzywne oraz cudowne ciasteczka jajeczne wypiekane na świeżo… aż robię się głodna na samą myśl! Ostatnie zdjęcie przedstawia najdziwniejsze śniadanie, jakie przyszło mi spróbować – owoce podawane z lodem na talerzu, tost z miodem i masłem, a do tego praktycznie surowe jajka (które podejrzewam miały być na twardo) podane w przeciekającym, plastikowym kubku z wrzątkiem, ale absolutnie nie narzekaliśmy, trzeba próbować wszystkiego!

St. John’s Island, photo credit: Karolina Rutkowska

Wyjątkowo zrobiłam dość mało zdjęć innych atrakcji (widocznie tak wspaniale spędzałam czas!), także mogę jedynie polecić jeszcze wycieczkę promem na wyspę St. John’s, gdzie możemy leżeć plackiem caaaaały dzień i patrzeć się na lazurową wodę, koniecznie odwiedzić China Town oraz Marina Bay, kilkunasto kilometrowy spacer po dżungli w sercu miasta w MacRitchie Reservoir Park oraz Sentosę, gdzie znajdziemy Universal Studios oraz plaże.

Lotnisko Singapur-Changi, photo credit: Karolina Rutkowska

Do zobaczenia na kolejnym krańcu świata!

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij